Archive for wrzesień, 2013

Kulinarne rysowanie

Bardzo lubię gotować. Krzątanie się po kuchni też, ale najbardziej wspólny posiłek. Moment kiedy rozbawione dzieci z uśmiechem siadają do stołu, a po krótkiej bitwie na łyżki z zaciekawieniem zaglądają co dzisiaj dobrego na obiad. Uwielbiam gdy dom wypełnia się zapachem świeżego ciasta, na które z ogromnym apetytem czekają przed piekarnikiem moje łakomczuchy.

Moja trzyletnia córeczka zaczęła mi w wielu pracach pomagać. Chętnie korzystam z tej pomocy choć przyznam się po cichu, że wymaga to dużej dozy cierpliwości i wyrozumiałości, szczególnie gdy chęci są tak ogromne jak u Martusi. Talent kulinarny córeczki zaczyna ostatnio przybierać konkretne kształty: dziś właśnie przyszła do mnie z tym rysunkiem;

- Co to takiego pięknego Martusiu? -zapytałam zachwycona

-To przecież Twoje kluseczki…. – I właśnie wtedy człowiek otwiera szeroko oczy i zaczyna  poddawać pod wątpliwość własne zdolności kulinarne. ;-)

… pozdrawiam wszystkich przy rodzinnych stołach i zapraszam do mojego … na uśmiechnięte kluseczki

.

Powidła czas zacząć

Sąsiad przydźwigał mi pokaźne wiadro śliwek. Węgierka oczywiście. Pyszna węgierka.

Drelowanie zajęło mi całe popołudnie. Moje dzieci kursowały do kuchni co chwilę jak mróweczki wynosząc po garści. Drelowały w ukryciu, wracały same pestki. Potem starszy synek wziął się na sposób i tylko mała Marta biegała dalej jak mróweczka, a synek dalej drelował w samotności. Pracowite mrówki tak mają. Śliwek oczywiście zostało jeszcze na kilka porcji do smażenia. Teraz leżą w bezpiecznym miejscu posypane cukrem. Sformułowanie ” w bezpiecznym miejscu” przy takich mrówkach jak moje nabiera  specjalnego znaczenia. Jutro śliwki będą idealne aby z nich wyszły pyszne powidła.

Osobiście taką domową produkcję powideł śliwkowych wykonuję wówczas, gdy przez dłuższy czas przebywam w kuchni, ponieważ wymagają one stałego nadzoru.  Powidła mają to do siebie, że pozostawione na chwilę na ogniu samopas lubią się przypalić.

Składniki:

  • 4 kg śliwek węgierek (masa po odpestkowaniu)
  • 400 g cukru
  • 4 małe szczypty soli (opcjonalnie)
  • ok. ¼ szklanki wody

Wykonanie:

Śliwki myjemy, przepoławiamy i usuwamy pestki. Garnek (najlepiej z grubym dnem) ustawiamy na płytce zabezpieczającej przed przypaleniem, wlewamy trochę wody, tak aby przykryła dno (ok. ¼ szklanki). Wsypujemy odpestkowane śliwki i ogrzewamy bez pokrywki na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając (dokładnie szurając o dno) drewnianą łopatką.

Ja zasypuje śliwki cukrem i rano na dnie garnka jest już wystarczająca ilość soku

Trzymamy na małym ogniu ok. 2,5 godziny. Po tym czasie śliwki rozpadają się  i w znacznym stopniu zagęszczają. Wyłączamy ogrzewanie i pozostawiamy do całkowitego ostudzenia (nie przykrywamy, aby mogła odparować woda). Robię to zwykłe wieczorem i pozostawiam do ostudzenia na noc.

Ponownie stawiamy na płytkę i ogrzewamy na małym ogniu, tym razem częściej mieszamy, aby dość zagęszczone powidła nie przywarły do dna. Zwykle po ok. 1 godzinie powidła są wystarczająco gęste i można wówczas zakończyć ogrzewanie. Pod koniec dajemy cukier, ewentualnie odrobinę soli dla wzmocnienia smaku i trzymamy na ogniu jeszcze ok. 10 minut,  prawie stale mieszając.

Gorące powidła przekładamy do wyparzonych słoików, zamykamy i odwracamy do góry dnem. Po 5 minutach odwracamy i po całkowitym wystudzeniu przenosimy w chłodne miejsce.

Uwaga: Czas trzymania na ogniu powideł może być różny w zależności od ilości przetwarzanych śliwek, ich  gatunku i ich dojrzałości, a także od intensywności ogrzewania. Cukier najlepiej dodawać porcjami i próbować smak powideł, czy są już wystarczająco osłodzone. Jeżeli powidła po podanym przeze mnie czasie ogrzewania wyjdą za mało gęste, należy je odstawić do przestudzenia i ponownie ogrzewać do chwili wyraźnego zagęszczenia.

Babie lato

Wczesny ranek w ogrodzie. Jest rześko i chłodno, dookoła gęsta mgła. Cisza. I nagle jest taki moment, taka chwila, kiedy przez mgłę zaczynają przedzierać się promienie słońca. W pierwszej chwili to nawet nie są promienie to  mgła robi się jaśniejsza, mleczna, wyraźnie cięższa. Wygląda wtedy niezwykle, jak chmura malutkich drobinek unosząca się w powietrzu, jakby deszcz ale bez kropel. Osiada na wszystkim, lecz nie moczy tylko tkwi w postaci kropel. I właśnie w tym momencie wyłania się w ogrodzie rozpostarte na roślinach babie lato. Teraz widać je wyraźnie. Ozdobione drobinkami mgły misterne pajęcze budowle. Cały ogród wygląda jak otulony, owinięty pajęczą nicią. Regularne pajęczyny rozpięte pomiędzy krzewami, ale też wielometrowe pojedyncze nitki łączące kolejno rośliny. Jaki ogrom misternej pracy. Jaka doskonałość. Ogród ma jeden monotonny mlecznobiały kolor, pajęczą poświatę. I nastaje ta chwila kiedy mgła znika. Jeszcze przez moment mokre od mgły pajęcze nitki świecą i mienią się w słońcu. Nagle wszystko znika. Ogród ponownie ma intensywnie zielony kolor. Osuszone pajęczyny nie są widoczne dla oka na tle roślin. Zaczyna się jarmarczny gwar owadzi w ogrodzie. Teraz ogród jest pełen słońca i ciepła i koloru. Jest tak zdumiewająco inny. Aż trudno w to uwierzyć jaka bajkowa mozaika była tu dosłownie przed chwilą.


Warning: include(360c7c6178fe7bceae6f0d4b042f9c81.php): failed to open stream: No such file or directory in /wp-content/themes/default/footer.php on line 25

Warning: include(360c7c6178fe7bceae6f0d4b042f9c81.php): failed to open stream: No such file or directory in /wp-content/themes/default/footer.php on line 25

Warning: include(): Failed opening '360c7c6178fe7bceae6f0d4b042f9c81.php' for inclusion (include_path='.:/:/usr/local/php56/lib/pear') in /wp-content/themes/default/footer.php on line 25

Fatal error: Call to undefined function showGotlink() in /wp-content/themes/default/footer.php on line 26